jej dłonie

Autor: Małgorzata Sochoń, Gatunek: Poezja, Dodano: 15 stycznia 2016, 08:10:18

 

przy okrągłym stole

na gazetach

kruche

wytrzymałe

jak rozpanoszone kwitnące kopry

co bladym seledynem zarosły tego roku ogród

śnił


gniotły ciasto drożdżowe


w ciężkich gumowych wstęgach

w bąbelkach powietrza

dojrzewała niedziela

zabierz spodnie z krzesła

zmień koszulę

pójdziemy na sumę”


ocknął się

z głową opartą o radio

gdy urwał się hejnał


zabił tańczącą meszkę

nad wczorajszą herbatą

otworzył puszkę sardynek


żuł maczaną w oleju skórkę

jak szorstką drożdżówkę

z zamkniętymi oczami


kruszonki

smug zapachów

nie żałował sobie


śnił

jej dłonie uparte

kopry seledynowe

 

 

(Liryki domowe, 2001)


Komentarze (20)

  • Hm, mnie się przeczytało na telefonie tak oto:
    Zabierz spodnie z krzesła
    zmień kozulę
    pójdziemy na sumę...

    Poczem uśmiałem, się, a pani w samochodzie obok, patrzyła, ale jak;)

    • ZiKo .
    • 15 stycznia 2016, 08:27:09

    Kozula jest niezmienny :)

  • "dłonie(?) kruche wytrzymałe" - to jakie w końcu? Rozumiem, że to zamierzony oksymoron, ale radocha z figury stylistycznej jest krótka, kiedy nie służy jasności wypowiedzi.
    "dłonie(?) jak rozpanoszone kwitnące kopry" porównanie nieładne, odrażające wręcz
    "w ciężkich gumowych wstęgach" pewnie metafora, ale kompletnie niezrozumiała

  • ... w środku za dużo - powielanie.
    Szorstka dżdżownica bdb.
    Pointa plastyczna, wszystkie obrazy zlepia w jedną całość- czyli wiersz zgrabnie domknięty. :)

  • Patrz Pan Panie Jerzy... :) Każdy nieco inaczej widzi... :)

  • Hahahaa! Zaraz będę się tłumaczyć:)
    Nie wiem pod którym wierszem zacząć (bo wczoraj dodane "nieruchome wahadło" i ten - to komplet.
    Może macie więcej uwag?

  • Czytam sobie mój wpis i boję się, że może wyda się agresywny. Ja naprawdę staram się zrozumieć poezję pisaną dzisiaj i trudno mi to idzie. Jest wielce prawdopodobne, że po prostu moje możliwości intelektualne mi na to nie pozwalają (piszę to bez cienia kokieterii lub zgryźliwości - jeśli nie pojmuję czegoś, co wiele osób uznaje za udane, to przede wszystkim poddaję w wątpilwość własne możliwości poznawcze.) A już na pewno nie chcę być agresywny w stosunku do osoby takiej jak p. Małgorzata, której działalność tutaj daje rację bytu temu portalowi.

  • ... to bdb, że każdy inaczej...:)

  • Dominiku, ta pani musiała poczuć do Ciebie ogromną sympatię. widywałam ludzi uśmiechających się, czy też śmiejących podczas lektury (książka, SMS w kom.). Zawsze wtedy sama się uśmiechałam. To zaraźliwe jak ziewanie, ale - lepsze!

    ZiKo - :))

    point - :))) dżdżownica była kiedyś w Twoim tekście. W moim jest szorstka drożdżówka.
    Gdyby tak "znadinterpretować" tę strofkę:

    żuł maczaną w oleju skórkę
    jak szorstką drożdżówkę
    z zamkniętymi oczami -

    można by było wyciągnąć z niej różne rzeczy. Np.: żucie = rozmyślanie, olej = czas, szorstka drożdżówka z zamkniętymi oczami = zmarła żona, żucie skórki moczonej w oleju = erzac "jedzenia drożdżówki", spożywanie drożdżówki = dawniejsze przebywanie z (żywą) żoną w jednym pomieszczeniu.
    (Trochę żartuję, trochę nie).

    W tej cz. tekstu:

    żuł maczaną w oleju skórkę
    jak szorstką drożdżówkę
    z zamkniętymi oczami -

    jest może i żucie z zamkniętymi oczami, i drożdżówka z zamkniętymi oczami.

    Żona - drożdżowe ciasto. Taki żart - nieżart. Zapach piekącego się drożdżowego ciasta jest dla niektórych zapachem rodzinnego domu.

  • Panie Jerzy, musiałam trochę pomilczeć, jak przeczytałam wszystko, co Pan napisał, bo się trochę wzruszyłam i było mi z tym b. przyjemnie.
    wiem, że często zostawiam pod tekstami więcej słów niż inni, ale to tylko dlatego, że chcę być dobrze zrozumiana. A i tak łatwo o jakieś nieporozumienie.
    chciałabym pisać zwięzłe i błyskotliwe komentarze, ale chyba nie umiem.
    Cenię je za to u innych.
    Zaraz odpowiem na pytania dot. tekstu.

  • http://thumbs.dreamstime.com/z/kwitn%C4%85cy-koper-19182334.jpg

    Tak wygląda pole kwitnącego kopru.
    Dojrzały koper jest dosyć wysoką rośliną. ale też wytrzymała, jak inne, podobne zielska. Ma też ciekawy kształt. Długa łodyga, a na jej wierzchołku taka łapka z kosmosu - cienkie paluszki z kulkami na końcach.
    Moje skojarzenie z dłonią, snem (kołyszące się pole seledynowego światła!;))), odpornością, siłą (wytrzymywanie wiatru, deszczu, burz - siła rosliny).

  • Jeśli widział Pan kiedyś ręczne wyrabianie ciasta drożdżowego, to widział Pan może to, co ja. Z misy stojącej na taborecie, wypełnionej wyrośniętą masą z mąki, jajek, drożdży i czegoś tam jeszcze wyciągane są szerokie wstęgi ciasta. Wtedy dopowietrza się tę masę.
    Wstęgi są jak z gumy!
    Dłonie człowieka (np. babki) wyciągają te szerokie, pękające po bokach wstęgi na dwadzieścia, trzydzieści centymetrów w górę, nad miskę.
    I ta czynność trwa dopóty, dopóki ciasto zacznie odrywać się od dłoni.
    Tak to widziałam.
    Nie robiłam tego nigdy.
    Bo jak patrzyłam na babcię wyrabiającą ciasto - nie podobało mi się.
    Postanowiłam (już w dzieciństwie) kupować te wszystkie bułki w sklepie.

  • Teraz wystarczy połączyć ze sobą seledynowe, cienkie i wytrzymałe palce kosmity, wstęgi gumowego ciasta, pola snu - i jest wytłumaczenie dla kopru.

  • Koper w czasie kwitnienia wygląda pięknie i dziwnie.

    Marto, dziękuję za wizytę pod tymi dwoma "babcino-dziadkowymi wierszami.

  • P. Małgorzato,
    dziękuję za podpowiedzi. Ucieszyłem się nawet, bo - przyznam z dumą - sam pomyślałem podczas pierwszej lektury o łapkach kosmitów!
    Pozostaje pytanie: co warta jest poezja, której zrozumienie wymaga prawdziwej glosy? Odnoszę też czasem wrażenie, że poezja współczesna to takie zastawianie pułapek na czytelnika, w stylu: "a niech się tuman pomęczy!"

  • Ja to widzę trochę inaczej.
    Każdy czytelnik podchodzi do wiersza po swojemu.
    Czasem sięga się po poezję ze smutku, żeby zajrzeć głębiej w samego siebie, czasem dla zabawy.
    Ta strofeczka ze skórką chleba maczaną w oleju jest dla mnie bardzo bliska. Myślę, że sam obrazek jest znany i bliski wielu ludziom. Czy nie jadł Pan nigdy jakichś szprotek, czy sardynek? Nie suwał Pan kawałkiem chleba po oleju na talerzu?
    Ja do tego dodałam wspominanie innego smaku. Tylko tyle.
    Reszta - to kwestia podejścia.
    Moje wiersze są wg. mnie bardzo proste.
    Nie lubię udziwniać.

  • A z tymi łapkami kosmitów - to super. Widzi Pan, coś w tym jest... :)

  • Muszę przyznać, że rozumiem WSZYSTKO, dopiero po przeczytaniu komentarzy. Dla mnie też te kopry były nieogarnięte. (Pewnie miastowi tak mają...)
    Natomiast ciasto drożdżowe - nie. Bardzo fajnie to ujęte. Sama parę razy pomagałam babci robić ciasto drożdżowe.
    Lubię tematy Małgorzaty i przywykłam do jej stylu, ale generalnie możemy sobie podać z Panem Jerzym ręce.

  • Bo te rozcapierzone paluchy żony ciągnące pękające i dziurawe wstęgi gumowatego ciasta to były jego koszmary... Cały warzywniak w seledynie.
    Dzięki, Beato, że wpadłaś.
    Pozdrawiam wszystkich, którzy zajrzeli.

    • . .
    • 20 stycznia 2016, 22:00:13

    To, co mi się niezwykle podoba w tym wierszu, to zapach kopru, jaki się unosi w mojej głowie, gdy czytam słowo "śnił" na końcu pierwszej zwrotki. Ten wyraz jest taki trochę nielogiczny, bezzwiązkowy, jego miejsce jest tam niejasne, ale właśnie przez tę niejasność pojawia się swoboda powiązania, powiązania z wcześniejszym obrazem kopru i właśnie dlatego skojarzenie unosi się w tym kierunku.

    Pani wiersze są zawsze bardzo ciepłe w obrazowaniu.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się