kamienie

Autor: Małgorzata Sochoń, Gatunek: Poezja, Dodano: 23 listopada 2015, 13:09:19

 

za sto

albo i tysiąc

za szesnaście tysięcy lat

po stu sześćdziesięciu wiekach oczekiwania

same

nawloką się

na sznur na rzemień

jakąś nie z tej ziemi nić

i pociągną się same tam

gdzie nie ma dna

gdzie w przestrzeni

mogą płynąć nawet kamienie

 

lecz z przyzwyczajenia

będą pytać siebie

będą pytać siebie - długo jeszcze

czy długo jeszcze

daleko jeszcze

czy daleko jeszcze

 

i usłyszą kosmiczną odpowiedź -

- dwa metry


Komentarze (56)

  • Nie wiem, czy taki był zamiar, ale puenta w moim wymiarze usłyszała ha, ha.

    : - ))

  • Haha! Może być:)

  • Puenta jest zaskakująca i bardzo dobrze. W sumie nie pasuje do niczego - no chyba, że w głąb ziemi...

  • ... rzeżnia nr 16...

  • Auroro, point, dziękuję za wizytę, czytanie, komentarze:)

  • Mam uwagi, Małgosiu! Chyba po raz pierwszy zgryźliwy zły starzec wyżyje się na Tobie:)))

    1.
    Jest to typowy utwór, w którym tytuł jest nie tylko informacją czy wprowadzeniem w treść, ale jego podstawowym składnikiem. Dlatego ze zdziwieniem przyjąłem ciąg fraz zaczynającyh się "kamieniami" i kończących "kamieniami" - zwrotka I.
    2.
    Nawloką się na sznur na rzemień
    NA jakąś (...) nić
    Ta niekonsekwencja razi - bez powtórzenia przyimka NA odnoszącego się do nici zdanie nieomal traci sens.
    Żaby ni stracić ładnego rymu budującego całą zwrotkę (na rzemień - kamienie) szukałbym może w powtórzeniach, echu, może jakoś tak:
    3.
    Uporządkowałbym pytania, iżby utwór uczynić świetlistym i klarownym. A skoro używam myślników, to miałbym gest - pytaniom ofiarowałbym po pytajniku.
    4.
    Przy dwóch metrach czegoś mi brak, żeby utwór nie brzmiał jak zwykła anegdota:
    - chyba dwa metry
    - co najmniej dwa metry
    - jeszcze dwa metry
    5.
    Jednak oznajmienie to, niejako pryncypialne, zakończyłbym kropką.

    KAMIENIE
    ...............
    po stu
    albo i tysiącu
    po szesnastu tysiącach lat oczekiwania
    kamienie
    same
    nawloką się
    na sznur na rzemień
    na jakąś nie z tej ziemi nić
    i pociągną się same
    kamienie
    tam
    gdzie nie ma dna
    gdzie w przestrzeń
    mogą płynąć nawet
    kamienie

    lecz z przyzwyczajenia
    będą pytać siebie
    będą pytać siebie
    - długo jeszcze?
    - czy długo jeszcze?
    - daleko jeszcze?
    - czy daleko jeszcze? (albo, co sugeruję, samo "- daleko?"

    i usłyszą odpowiedź
    kosmiczną
    - jeszcze dwa metry.

    Serdecznie Cię pozdrawiam:)

  • *
    Żaby ni = żeby nie:)

  • Pani Małgorzato, pieknie. Teoria wzgledności w wierszu.

  • Panie Bogusławie, a wzięło się to stąd, że ludzie urodzeni 14 marca przemyśliwują te same tematy:))))

  • Marcinie, za chwilkę odniosę się do Twoich uwag.

  • Ciekawe... Muszę też urodzić się 14 marca i zobaczę :)

  • Odnośnie do 1.
    Ja trochę inaczej widzę tu rolę i znaczenie tytułu. Mówię: "kamienie", rozchylam palce i wysypuję z dłoni garść kamieni. W przypadku tego wiersza tytuł jest raczej "nalepką na opakowaniu towaru", a nie, jak piszesz "jego podstawowym składnikiem".
    Gdybym wyrzuciła "na stół" kilka źdźbeł trawy, albo garść nasion, zatytułowałabym (trzymając się takiej, jak ta, koncepcji) "źdźbła trawy", albo - "nasiona".

  • Przed stu sześćdziecięcioma dwoma wiekami, dwunastoma laty, siedmioma tygodniami i jedną niedzielą Słońce dało się obłaskawić i do szpiku kości przemarzniętej grupce Europejczyków zaświeciło w oczy, ozłociło połaci od Powołża po Ren, a okolicach Kalisza pojawił się bielinek kapustnik. Wkrótce ostatnie lodowce cofnęły sie jak niepyszne, większość spłynęła między śledzie do Morza Północnego, nazbyt marudne dokonały żywota w płyciznach Bałtyku i jeziorach mazurskich; na wszelkie kamienie, narzutowe zwłaszcza, zły czas przyszedł. Zastygły w marazmie nawet najbardziej rzutkie kocie łebki, pierwsze do tańca krzemienne krzesańce, granitowe płatki do puszczania kaczek. Nie dziwota, że zapowiedź przez pre-Małgosię dwumetrowej podróży, choćby jeno spaceru dla rozprostowania miki kamienie przyjęły ze słabo skrywaną wdzięcznością.

  • Małgosiu, otóż to!
    Piszesz:
    "same
    nawloką się
    na sznur na rzemień"
    kończysz:
    "mogą płynąć nawet kamienie".

  • Do 2.
    Jest:
    na sznur na rzemień
    jakąś nie z tej ziemi nić.

    Proponujesz:
    na sznur na rzemień
    na jakąś nie z tej ziemi nić

    Podoba mi się.

    Wprawdzie, po wprowadzeniu trzeciego "na":
    a) ginie możliwość odczytania, że po szesnastu tysiącach lat sznur i rzemień mogą wydać się "nićmi nie z tej Ziemi", co może się komuś spodobać, jeśli to odkryje;
    b) pojawia się dodatkowe słowo złożone z jednej sylaby, które może zakłócić obecną urodę tego fragm. wiersza (dodając jej, lub ujmując):

    Na sznur NA rzemień
    NA jakąś NIE z tej ziemi NIĆ
    i pociągną SIĘ same TAM
    gdzie NIE MA DNA

    Wcześniej specjalnie przełamałam pewien rytm, żeby uzyskać łagodniejsze płynięcie. Może byłoby fajnie z tym dodatkowym "na"? Może pojawiłoby się coś w rodzaju dźwięku - głosu, toczących się - mówiących, kamieni?

    .



  • Urwało, przepraszam:) Kontynuuję:
    KTO "same się nawloką" w dodatku po okresie ostatniego zlodowacenia? Jakieś anonimowe paciorki bez nazwy? Nie anonimowe paciorki. KAMIENIE. O nich mowa. Zostały zresztą zaanonsowane tytułem utworu. Sugeruję zmianę, żeby uniknąć niezręczności. Bo jest niezrecznie teraz.
    Można jeszcze zastanowić się nad końcówką zwrotki:
    "gdzie nie ma dna
    gdzie w przestrzeń
    mogą płynąć nawet"
    Byłoby logicznie, ciekawie, ba, poetycko, inaczej mówiąc - znakomicie. Ale traci się ten fajny rym z "na rzemień". Coś za coś? Na szczęście tekst, zwłaszcza poetycki, układa się czasami tygodniami, co niejednokrotnie podkreślały noblistka nasza i w ślad za nią jej echo, Ewa Lipska, pod koniec lat 60. i na początku 70. znakomicie rokująca twórczyni, moja ulubienica.

  • Małgosiu, od razu przy pierwszym czytaniu pomyślałem o niciach. Na sznur, na rzemień - jakieś tam NICI.
    Ale u Ciebie jest jeden sznur, jeden rzemień i miast dwóch logicznych nici - jedna nić, która siłą rzeczy przez to staje się kolejną, trzecią, ofiarą chęci nizania:0

  • Moje:

    za sto
    albo i tysiąc
    za szesnaście tysięcy lat
    po stu sześćdziesięciu wiekach oczekiwania-

    - uważam za lepsze niż Twoje:

    po stu
    albo i tysiącu
    po szesnastu tysiącach lat oczekiwania.

    Ja zaczęłam opowieść, jak baśń: "Za sto lat, po tym, jak coś tam już było (trwało oczekiwanie).
    U Ciebie jest skrót, "surowe" wejście, bez nuty baśniowości. Chociaż może mówię o... starszych baśniach.

  • Znaki zapytania i myślniki zakłóciłyby mi kosmiczny widok wiersza:)))
    Nie zgodzę się na nie.
    Na kropkę też.

  • Ależ masz całkowitą swobodę - wlazłem Ci walonkami w tekst, żeby zasugerować możliwości, jak ja czytelnik je postrzegam, pracy nad tekstem.
    Niestety od czasu wichur mam permanentne awaryjki Internetu, połknęło mi już jeden komentarz, ten chyba też utracę.
    Pisałem:
    1. trzecie NA
    2. rezygmacja z kończących zwrotkę kamieni.
    Spróbuj, przemyśl, odrzyuć:)))

  • Myślniki są Twoje - już teraz. Dlaczgo jedne zakłócają, inne nie? Tło kosmiczne jest w każdym miejscu Wszechświata takie samo.

  • W "Starej baśni" stoi, że kamieni trzeba pilnować, bo raz po raz za rzekę wybierają się randkować.

  • Niezgoda na kropkę może skutkować uwiądem "i".

  • Zgódź się na półkropek.

  • No dobra. Niech będzie półkropek. Ale tylko w komentarzu: 1/2.

  • "Przed stu sześćdziecięcioma dwoma wiekami, dwunastoma laty, siedmioma tygodniami i jedną niedzielą Słońce dało się obłaskawić i do szpiku kości przemarzniętej grupce Europejczyków zaświeciło w oczy, ozłociło połaci od Powołża po Ren, a okolicach Kalisza pojawił się bielinek kapustnik. Wkrótce ostatnie lodowce cofnęły sie jak niepyszne, większość spłynęła między śledzie do Morza Północnego, nazbyt marudne dokonały żywota w płyciznach Bałtyku i jeziorach mazurskich; na wszelkie kamienie, narzutowe zwłaszcza, zły czas przyszedł. Zastygły w marazmie nawet najbardziej rzutkie kocie łebki, pierwsze do tańca krzemienne krzesańce, granitowe płatki do puszczania kaczek. Nie dziwota, że zapowiedź przez pre-Małgosię dwumetrowej podróży, choćby jeno spaceru dla rozprostowania miki kamienie przyjęły ze słabo skrywaną wdzięcznością".

    Zacytowałam ten Twój komentarz, Marcinie, żeby nikt z czytających nie przegapił, jak to było. A kto nie przegapił, niech sobie powtórzy i zapamięta.

    Tak! :)))

  • Dopiero przy pre-Małgosi zorientowałem się, że to nie Twój tekst:)
    A już zamierzałem triumfalnie wypomnieć literówki oraz kapustnika przez u zwykłe. Jak nazwać płaskie kamyki do produkcji kaczek? Płaski, płat, płótno, płacić - wiadomo, wspólny rdzeń, ale jak taki kamień nazwać?

  • Paszczak. Z sympatii dla postaci i z powodu... wyglądu:)

    • kasia b
    • 23 listopada 2015, 17:23:46

    kaczkomyki :)

  • Paszczaki.

  • https://youtu.be/_AeuWJ4p1Jg

  • fajne;)

  • Nie znam paszczaków. To z jakiejś książki? Myślałem o płaszczaku. Ale płaszczak jest jedną z postaci - statystów popularnonaukowej książki Georga Gamowa wprowadzającej w teorie fizyki makroprzestrzeni "Pan Tompkins w krainie czarów", chyba jeszcze z lat 50., z charakteru i fochów, i doświadczenia życiowego przypomina płastugę.
    Kaczkamyk Kasi mi się paczy.

  • * paczy = oczywiście: patrzy
    Pacz, Kaś: kaczkamyk!
    Kaśkaczkamyk.

  • Paszczka czmyka.

    • kasia b
    • 23 listopada 2015, 17:59:40

    Czkawka czyha.

  • "Paszczak obudził się powoli i gdy tylko stwierdził, że jest sobą, zapragnął być kimś innym, kimś kogo nie znał. Czuł się jeszcze bardziej zmęczony niż wtedy, kiedy kładł się spać, a tu tymczasem nastał już nowy dzień, który będzie trwał aż do wieczora, a potem przyjdzie następny i jeszcze następny i ten znów będzie taki sam, jak wszystkie dni w życiu Paszczaka".

    To Tove Jansson wymyśliła paszczaki. Jeden z nich był smutny.

  • Ludwigu, obejrzałam fragm., resztę jutro.

    valerio - :)

    Coco Luxy - :)

  • Dodaję trzecie "na" i usuwam ostatni myślnik.
    Wersja po poprawieniu w następnym komentarzu.


  • kamienie


    za sto
    albo i tysiąc
    za szesnaście tysięcy lat
    po stu sześćdziesięciu wiekach oczekiwania
    same
    nawloką się
    na sznur na rzemień
    na jakąś nie z tej ziemi nić
    i pociągną się same tam
    gdzie nie ma dna
    gdzie w przestrzeni
    mogą płynąć nawet kamienie

    lecz z przyzwyczajenia
    będą pytać siebie
    będą pytać siebie - długo jeszcze
    czy długo jeszcze
    daleko jeszcze
    czy daleko jeszcze

    i usłyszą kosmiczną odpowiedź -
    dwa metry




  • No przecież! Córeczce czytałem przed hm... jak być szarmanckim... niewielu laty! I chyba dwie płyty mam z Muminkami.
    "Obrzydliwi podpalacze! Wprost nie można na was patrzeć,
    bim beri, bim beri, bom...!
    A to niebywała heca, proszę tylko nie zaprzeczać,
    bim beri, bim beri, bom...!

  • Wnusi kupiłem pod choinkę na zaś dwie wielkie księgi Muminków, prócz tego kilka mniejszych książek o Muminkach. W Dedalusie, może jeszcze są:)

  • Dobre i to;(

  • Nie przejmuj się tym filmikiem o Mace Pace. To dla żartu z kamieniami.

  • Dialog ze Shreka: daleko jeszcze, daleeeko jeszcze...
    Moja ulubiona bajka.
    Dla: miał kilka warstw, jak cebula, ogr.
    Osła też lubię:)

  • nie znajduję warstw sensu, ale może ze względu na siedmiomilowe buty:)

  • Beato, lubisz osła czy osły?
    Miło byłoby się załapać.

  • Osła, tego od Shreka, napisałam wyraźnie :)

  • Muszę się zorientować, czy Shrek to jakieś przekleństwo (idź shrek!), czy też autor ulubionych bajek Beaty. Ale to jutro. Od czwartej na nogach jestem, padam, dobranoc wszystkim:)

  • :) I żartem jest kosmos, o, ironio kosmiczna!

    P.s. Mignęły mi tu głosy, echa jednego z moich ulubionych filmów, o, tego:
    http://www.filmweb.pl/film/Dowcip-2001-11731

  • Nie rozumiem tego wiersza.

  • Ten utwór Ludwiku, posiada kilka sensów, ale to dla mnie. Jestem bowiem w tej wyjątkowej sytuacji, gdyż brałem udział w czynieniepodległościowym, starając się wyszarpnąć przeciwnej stronie choćby tylko dwa metry przestrzeni. Poległem i nie poległem. Poległem, gdyż nie wyszarpałem. Nie poległem, bo wciąż pełen świadomości liżę, opatruję rany, a dowodem mej żywotności jest i to, że w drodze powrotnej do nory rzuciłem się jeszcze na kamienie Małgosi. Z równie lichym skutkiem, zaiste, jednakowoż kto wskaże mi nogawkę, okażę znów bohaterstwo i zaszczekam donośnym piskiem.
    Innym sensem jest zgoła niewesoła sytuacja polodowcowych kamieni, którym stulecia bytności wśród zawieruch ludzkich nie utarły jeszcze charakteru na szaro-złoty piaseczek. Dwa metry to dystans, o którym trudno nawet marzyć większości kamieni. Kamienie karpackie, alpejskie, hindukuskie, łoża Skandynawii, pól Mławy czy żwirowni spod Suwałk z trudem pokonają dystans paru milimetrów na rok (analogicznie powolny jest proces wypiętrzania się Tatr, ale w ich przypadku działają mroczne a potężne siły obce). Jeśli położysz na parapecie okiennym granitowy polny kamień czy płytkę piaskowca z karpackiego fliszu i będziesz otaczać go miłym słowem, w chłodniejsze dni okrywać miękką szmatką, ogrzewać wełenką opiekuńczych myśli, jeśli będziesz dzień w dzień nań chuchać i dmuchać (oby nie nazbyt mocno), okaz ten, choćby tylko po to, żeby wdzięcznosć okazać, przesunie się nieco, zrobi miejsce na jeszcze więcej słońca w Twej duszy, na dodatkowy kamyczek dobrego Twego.
    Innym sensem jest samo pisanie o kamieniach. Mało tematów potrafi równie twardo co kamienie zachwycić autora, dostarczyć mu równie esencjonalnych przeżyć, a nawet rozwinąć w kamienny kwiat czy wręcz przekształcić w głaz, niemą opokę czasu. Wszelako kamienie mówią, wystarczy się wsłuchać; wiele o ich mowie, także występujących dialektach pisywałem.
    .

  • Jako podałem, poniosłem niepełny sukces, czyli znów odniosłem porażkę w fechtunku na kamienne metry. Nie wadzi! Jestem wychowankiem podstawowej szkoły masochistycznej i zasłużonym dla krajowego przemysłu środków opatrunkowych uczestnikiem wielu wyryp fakirskich. Dlatego zazwyczaj, gdy buty mnie uwierają, dopóki mogę je używać, zdejmować i nakładać, nie narzekam, a nawet je zachwalam, oferując ulicznym klientom w nachodnikowej ofercie z drugiej nogi (lub ręki). Utwory, co do których miałem znacznie więcej drobnych uwag bądź poważniejszą wątpliwość czytelniczą, oznaczałem etykietą NWK. Z tym większą przyjemnością, z obowiązku i sympatii do Autorki, wykazawszy zdanie odrębne, także skłonność do płonnego awanturnictwa, dołączę do licznego grona rzetelnie nakarmionych, dopieszczonych, zachwyconych:)

  • Marcinie, dziękuję Ci!

    Beato, nie byłoby TAKIEGO osła, gdyby nie głos Jerzego Stuhra. Znalazłam kilka słów o roli, z "daleko jeszcze" na końcu filmiku:
    https://www.youtube.com/watch?v=78cfce_SFbE

    Ludwigu, Maca Paca to coś w rodzaju Teletubisiów. Nie dotrwałam do końca filmu,
    ale Twoje intencje zrozumiałam. Dzięki raz jeszcze.

    Witek, Jarek, Janusz i Dominik - miło Was zobaczyć. Dziękuję.

  • Zuzanno, Maracie, miło, że zajrzeliście.

  • Cześć, Ignacy:)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się