krótka piosenka z cebulą

Autor: Małgorzata Sochoń, Gatunek: Poezja, Dodano: 13 marca 2018, 11:00:03
[tekst został skasowany przez autora]

Komentarze (20)

  • Majstrowałabym jeszcze przy ostatniej strofie, tylko dlatego by nie zderzyły się ze sobą się cebula i kwiat.
    Cały wiersz oparty jest na "zdrowych" wizjach (kuweta, żwir), a nie na metaforach - to przemawia za jego realnością.
    Odważny collage. W myśl, poeci mogą dużo, utalentowani poeci - mogą jeszcze więcej.

  • Chloe-, to, dobra sugestia. Myślałam o tym, żeby w dwóch pierwszych była klamra, i w dwóch drugich. Później jednak postanowiłam przełamać pomysł, żeby było inaczej, niż "spodziewanie" i dałam w ost. wersie i cebulę, i kwiatek, i nawet piórka (bo były w wierszu ptaki, a i cebulę można kroić nie tylko w krążki, półkrążki, kostkę, a właśnie - w piórka.

    Ale pomajstrowałam, specjalnie dla Ciebie:

    a później coś pod nóż trafia
    i za przedwiośnia przyczynkiem
    jest na obiad wątróbka
    ze sklepu z zielonym hiacyntem.

  • Elm, miło Cię widzieć.

  • Jest spox, z zielonym hiacyntem - thanks.
    Inspirujące, połeskocze podbrzusza kucharzy, tych z wielogwiazdkowych restauracji.
    To barwny, dobry wiersz.

  • Dzięki.

  • ***

    Żartowała pani z kwiatka,
    że choć wonny, to sałatka
    będzie z niego wyśmienita.
    Kwiatek płatkami zazgrzytał

    ze zgryzoty: Monosporium
    mam, jak zjesz to w krematorium
    wylądujesz babo żarta.
    Nie każdy zna umiar w żartach.

  • - Swędzi skóra czerwona? Pęcherz goni pęcherz? Wątróbka jest przyprawiona! Uduszę jak nie zjesz!
    Jem, mówiąc, w przerwach, do kwiatka:
    - Jaka... smaczna... wątróbka...
    - No, jaka?
    - Smaczna! Taka!
    - A mdłości, ból głowy, biegunka?...
    - Yes... To znaczy, są wszystkie...
    - A więc, haha, mamy trupka!

  • mi się przeczytało kwiatuszek. wątróbeczka to tylko cielęca, bo jest mięciutka i nie pachnie, z majeraneczkiem, jabłuszkiem i cebulką z piure ziemniaczkami z przyprawioną kiszoną kapustką.

  • valerio:)

  • wstyd być dziadem, dupkiem powielającym wzorce innych, o tyle śmieciami jesteście, ale o was ludzkie gówno napiszę arcydzieło.

  • kiedyś śmiecie, pamiętajcie moje słowa.

  • SC - nie rozumiem. Czy to co piszesz, to na temat mojego wierszyka "krótka piosenka z cebulą"?

  • wierszyka i towarzystwa wzajemnej adoracji, znam was a wy znacie mnie, wy jesteście oszustami, ja zaś prawdziwym twórcą.

  • kwestia gustu i złozumiałego języka, a każdy woli humor:)

  • Syn Człowieczy - trochę ostro pojechałeś. Wiesz, kilka razy byłam na stronie, na której obejrzałam Twoje akwarele, grafiki, a też linoryty. Czytałam tam także wiersze. Wiem, co robisz. Nowe teksty czytam tu i na pp, i na e-po, i na Fabrica Librorum, i gdzieś jeszcze. Rozpoznaję Cię pod kazdym pseudonimem. Czytam też komentarze. Nie możesz czuć się niedoceniony. Chyba, że ci, którzy chwalą Twoje wiersze, to Twoje TWA? Nie ufasz im? Chyba ufasz. Myslę, że ani w Twoim wypadku, ani w moim, nie ma czegoś takiego jak TWA. Nie podlizujemy się nikomu.
    Swego czasu często coś u Ciebie pisałam pod wierszami. Czy ja też należę do Twojego TWA?
    Wierzysz mi, czy nie wierzysz?

  • więc w roku Herberta po co wam Herbert, lub Miłosz i sekta innych odmiennych, naczytaliście się i teraz powtarzacie delikatne miłe słodkie kwestie.

  • no i co z tego, obrazki moje jaki i inne idą w płomień, a tymczasem żyjemy :)

  • No. I "jest na Miobiad Hątróbka". To za Miłoszem i Herbertem, w jednym:)

  • Małgorzato, pozwolisz, powrócę dać wyraz żartobliwemu tonowi mojego komentarza.
    Sałatki z hiacyntu konsumować mogą uwiędłe satyry, zdarzyć się może też kucharzom wielogwiazdkowym, jeśli tylko nie rozpoznają sarkazmu.
    A wiersz dobrym przecież. Do czytania, nie do konsumpcji.
    pzdr.

  • Chloe -, zamieszczając ten wiersz nie myślałam o właściwościach trujących kwiatka. Po zamieszczeniu jednak - zastanowiłam się, czy aby przypadkiem hiacynty nie należą do tych niejadalnych. Należą!
    Mnie chodziło głównie o markotny nastrój towarzyszący "porze nijakiej", kiedy piękna zima odeszła, a piękna wiosna jeszcze nie przyszła, kiedy przyroda zastyga w stalowej nieruchomości i człowiek czuje się nieswojo.
    Wczoraj, korzystając z ostatniego dnia urlopu, postanowiłam coś tam przyrządzić na obiad i wybrałam się do sklepu. Okoliczności przyrody były takie sobie. Więc dla poprawienia sobie nastroju, idąc, układałam sobie wierszyk. Były to dwie pierwsze strofki zamieszczonego tutaj tekstu. Szłam powtarzając go w kółko w myślach, a nawet trochę na głos, i czułam się całkiem dobrze, bo samo ułożenie kilku wersów z tą kuwetą i żwirkiem rozbawiło mnie. A jeszcze ta cebula!
    Wracając ze sklepu pomyślałam, że dość tej markotności i ułożyłam strofkę z hiacyntem. A szykując już w domu obiad - wymyśliłam kolejną strofkę, z pomyleniem cebuli do wątróbki z kwiatkiem.

    Pomyślałam, że wierszyk mówi o tym, że jednak trudno uwolnić się od smutku przedwiośnia i nastrój ma wpływ na rzeczy, których dotykamy. Że nawet zielone, wesołe języczki hiacyntów mogą nie być ocalone.

    Kiedy zreflektowałam się, że hiacynt nie jest jadalną rośliną, najpierw pomyślałam, że to zabawne, co zaistnaiło w puencie wiersza pzrypadkiem, ale też - że ta prawda zostanie nie odkryta.

    Niestety, Pan Słownik odkrył to, a więc, dla zabawy wzmocniłam przekaz wierszyka SP, dodając w komentarzu swój tekst - rozmowę ze smażonym hiacyntem, w której to hiacynt mści się za pokrojenie i każe się zjeść!

    Pewnie wolałabym, żeby wierszyk istniał oddzielnie, a komentarze jako dodatkowa zabawa, odkrywająca to, chyba aż siódme dno tekstu (przy nieobecności pozostałych den), ale co tam.

    Dzięki za miłą ocenę.

    Pozdrawiam również.

DODAJ KOMENTARZ: Skasowanych treści nie można komentować