Kupkoperek i Lucynda (popr.)

Autor: Małgorzata Sochoń, Gatunek: Proza, Dodano: 13 listopada 2017, 16:55:52

 

- Słońce jeszcze nie wzeszło, ale miasto miało otwarte oczy. Było bajecznie i bezwietrznie. Krystaliczna, szaroniebieska przestrzeń. Czarne zarysy drzew i pomarańczowe kule rzucone między gałęzie, wzdłuż trawników. Spały salony Forda i Toyoty, pozamiatane place, spał blady mrok na krawężnikach. Aż tu – człowiek. Po przeciwnej stronie ulicy. Jak cień. Wysoki, chudy, pochylony. Maszeruje zdecydowanym, wydłużonym krokiem, w prawej ręce niesie parasol. Trzyma go tak, jak rycerz kopię podczas pojedynku. Ostry czub rozcina powietrze. Druty złożone, a niespięta paskiem tkanina zwisa niczym chorągiew. „Deszczu, a tylko spróbuj!... Przebiję każdą twoją kroplę, nim dotknie ziemi”– krzyczał cień, znikając z mojego pola widzenia. Następnego dnia....

-Ale! Przyszłyśmy tu słuchać, jak orzechy spadają na dach, a nie tych twoich opowieści!

-Bum! Puk, puk... - odezwała się Faj.

-Zamknij się, Flak! - Dorcia nie przepadała za towarzystwem Franciszki Aleksandry Joanny Lalo Krysztunas i zwracała się do niej inaczej niż ja. Twierdziła, że imię charakteryzuje człowieka. Lecz Faj odwiązywała uwagę od rzeczy, do których inni przywiązywali. Flak, czy Fak. Wszystko jedno.

Więc milczałyśmy. Adriana malowała paznokcie na niebiesko i seledynowo, Franciszka Aleksandra Joanna nabijała fajkę, psy spały, a ja, ni z tego, ni z owego przypomniałam sobie, jak moja kochana mama opowiadała, że gdy wróciła ze mną ze szpitala, tato wziął mnie, zawiniętą w becik, na ręce, wszedł na taboret ustawiony pod sufitową lampą i długo mi się przyglądał, szukając imienia. Ja w tym czasie grzecznie spałam. Aż wreszcie położył zawiniątko na środku tapczanu i ogłosił - Małgorzata.

-Albo dawaj... - westchnęła Dorcia. Przez szeroko otwarte okno wchodziło wilgotne powietrze, szum deszczu i liście. Co jakiś czas spadał orzech. Każdy uderzał raz o dach i dwa razy o chodnik, a jak był jeszcze w zielonej łupinie, to o chodnik tylko raz.

-Następnego dnia, czyli dzisiaj, idąc znowu tą drogą, o tej samej piątej dwadzieścia, porównywałam oba poranki. Ulice, place przed salonami, połyskiwały od wilgoci. Tej nocy, pomyślałam, rycerz spał. Musiało nieźle padać.

-Nudy. Ale dawaj...

Brzdęk – odezwał się orzech.

-I puk – zgadła Faj.

-Po drugiej stronie ulicy szedł niewysoki, brzuchaty mężczyzna. Metr sześćdziesiąt, gruba kurtka, jakaś chusta zamotana wokół szyi, duży, pękaty plecak, ręce w kieszeniach. Okrąglutki. Na głowie czapka z daszkiem. Szedł, zatopiony w myślach. Patrzył przed siebie. Sancho Pansa – uśmiechnęłam się. I pomyślałam, że jutro, przechodząc tędy znowu, tuż przed wschodem słońca, zobaczę człapiącego konia.

-O! A jak się nazywał koń Don Kichota? - zapytała Dorcia.

-Jakoś tak fajnie.

-Lucynda – powiedziała Faj i wypuściła z ust pierwszy obłoczek dymu.

-Lucynda?!

-Lucynda.

-Na sto procent nie. Zaraz się dowiesz, głupolu - burknęła Dorcia, dmuchnęła kilka razy na paznokcie i ostrożnie, żeby nie uszkodzić lakieru, wyjęła z torebki telefon. Odnalazła w kontaktach swoją wszystkowiedzącą miłość jedyną, i, mrucząc pod nosem, skleciła esemesa: „jak sie nazywal kon don kichota i kupkoperek”.



Komentarze (18)

  • Jedynie "blady mrok" bym przemyślał. Dobrze się czyta.

  • Tomku, może nie wiesz, ale na krawężnikach mrok jest najbledszy. To moja obserwacja.

  • Możliwe że tak jest. Trochę archaicznie zabrzmiał mi ten oksymoron.

  • A, zostawię "blady". Trochę się pozastanawiałam i doszłam do wniosku, że to, co bledsze, lepiej śpi. I że ma węższe łóżko. Np. krawężnik.

  • Fajne opisy. Nie nadążam za imionami.

  • Nieraz drwiłem z tych, co zmieniali portal literacki w kronikę towarzyską, ale po tym tekście powiem Pani, bo mnie roznosi: mam jeżątko! 2 XI przyjechało w beciku z Jeżycą ze szpitala.

  • dobrze się czyta, można by pociągnąć dalej :)

    • ZiKo .
    • 14 listopada 2017, 10:51:03

    Fajnie się czyta.

    Mała dygresja - Gratuluję JJJ. Wychowaj Jeżątko na porządnego człowieka!

  • trochę zakręcone :)
    ale to dobrze. Szkoda, że poprzednie zostały skasowane. nie rozumiem dlaczego...


    jeżuniu!
    cóż za radość :)
    Gratuluję.
    tylko ta Jeżycach mi się nie bardzo podoba. Jeżycach papieżyca. nie było ładniejszej formy? cieplejszej?

  • Beatrix, z imionami sprawa jest prosta:

    DORCIA

    Dorcia to nietypowe zdrobnienie od Adrianny, chociaż wydaje się, że mogłoby być zdrobnieniem imienia Dorota. Ale nie jest. Adrianna ma się kojarzyć z Ariadną, bo w jedym z opowiadań z tego cyklu Dorcia trzyma nitkę w zębach, przedstawiając się.

    Fragm.:

    "Wniósł ciężką, turystyczną torbę i postawił przy nogach Dorci. Zatrzymał na chwilę wzrok na jej ciepłych, czerwonych skarpetkach wystających spod mojego płaszcza i powoli przesuwał spojrzenie ku górze.
    -Cha, cha, cha! Poznajcie się. Moja koleżanka...
    Dorcia, trzymając w lewej ręce płaszcz, podniosła się szybko z kanapy, wsadziła igłę do ust i podała dłoń Sebastianowi:
    -Adrianna.
    -Sebastian.
    Patrzyłam, jak mój najlepszy przyjaciel stoi osłupiały i wlepia wzrok w anielską twarz mojej najlepszej przyjaciółki, a z jej wyszczerzonych zębów wystaje igła z czarną nitką zakończoną grubym supłem".

    Opowiadanie pt. Płaszcz:

    http://malgorzata-sochon.liternet.pl/tekst/plaszcz-nbsp-a-to-co-podniosla-z-klawiatury-zielona-kartecz

    FAJ

    Faj, to skrót wzięty z trzech imion: Franciszka, Aleksandra, Joanna.
    Takie imiona nosi bohaterka o nazwisku złożonym z dwóch członów - Lalo Krysztunas.
    Faj dołączyła do grona bohaterów cyklu opowiadanek o lekkim nastroju, po tym, jak Nina Manel napisała komentarz do innego mojego op. - "Trzy dni". W op. było zdanie:

    "Ich rozgadane fajfokloki, latem w ogródku, zimą, przy piecu, w którym paliła znoszonymi przez niego śmieciami...".

    Nina napisała:

    "Fajfokloki kojarzy mi się z lokami, fruwaniem (?), czymś fruziowatym. Nie wiem czemu, słysząc to słowo, wyobrażam sobie taką herbatkę transwestytów i dziewcząt wystylizowanych na Marylin Monroe, które malują usta nad mieniącymi się na kolorowo filiżankami (babcia miała takie). A wszystko przed stolikiem rodem z "Tajemniczego ogrodu" i pod zegarem z kukułką".

    Tu, w przedost. kom.:

    http://malgorzata-sochon.liternet.pl/tekst/trzy-dni-nbsp-nbsp-goska-wrzasnal-az-podskoczylam-wi

    Wtedy wymyśliłam szybko opowiadanie pt."Loki fok", w którym powołałam do życia Franciszkę Aleksandrę Joannę Lalo Krysztunas (Faj), a słowo "fajfokloki" wykorzystałam w zdaniu "Faj, fok loki to ich wąsy", rozpoczynającym opowieść o chwilach, w których foki zakręcają sobie wąsy. To opowiadanko jest już skasowane i nie mogę podać namiarów, ale było tu, na L. opublikowane, w 2013r.

    2013, to czasy, w których na Liternecie zdarzały się zabawy literackie i podobnego typu interakcje. Dawne czasy.

    Faj, fok loki to ich wąsy... -> fajfokloki.

    MAŁGORZATA

    To moje imię. Wykorzystuję je w opowiadaniach i wierszach, dla niepoznaki...

    :)




  • valeria s - opowiadania były "pociągniete dalej". Mozna znaleźć je w moim profilu. Jest tu jeszcze kilka tytułów, np.: "Z tobą najgorsze czasy są takie lekkie, że nawet dobre".





  • ZiKo - :)

  • nigdy nigdy - takie tam kaprysy. Kazdy je ma.

  • Jan Jeż Jarocki - gratuluję i życzę wielu serdecznych wzruszeń. Przesyłam wirtualne uściski!

  • Znalazłam opowiadanie, w którym wymyśliłam Faj. Zaraz dodam w "tekstach", dla przypomnienia.


  • Fajteż i fokloki

    Na Franciszkę Aleksandrę Joannę Lalo Krysztunas mówię Faj. Najwięcej czasu spędzamy oczywiście w ZOO. Faj uwielbia pełną napięcia ciszę nad basenem śpiącego pod wodą hipopotama i wesoły, relaksacyjny nastrój u fok. Wieczorami, kiedy zanurzone w fotelach, ćmimy swoje fajeczki, aromat dymu zastępuje nam rozmowę. Ale nadchodzi chwila, w której rozlega się ciche „klok, klok”. Opróżniamy wtedy cybuchy uderzając nimi delikatnie o krawędź czarnej szkatuły. I Faj rzuca jakieś słowa od niechcenia:
    -A loki fok?
    -Fok loki?... - zastanawiam się przez chwilę. - Fok loki... Fok loki, moja droga Faj, to ich wąsy. Zważywszy na gładkość foczej skóry śmiało możemy uznać, że ich rozbawione, ruchliwe i sympatyczne wąski, to nie tylko czujne antenki. To wariackie kryptoloki. Ich życiowe pokręcenie maskowane jest codziennie prostownicą. Przed otwarciem ZOO. Faj, fok loki, to ich cała prawdziwa foczość. Tyle, że ukryta.
    -A co hipopotamy?
    - Hipopotamy najważniejsze mają w ogonkach. Kiedy po wyjściu z wody maszerują przez sawannę odczuwają taką radość i pęd, że nawet kupę robią bez postoju. To znaczy w chodzie. Albo w biegu. Albo (i to chyba najlepsze określenie) - w truchcie. Wtedy włączają się ich pracowite ogonki i roztrzepują farfocle po całej okolicy. Nawożą trawę. Och, Faj, gdyby hipopotamy miały takie wąsy jak foki! Albo, gdyby foki biegały po sawannie! Och, Faj, gdyby tylko foki mogły biegać po sawannie, wtedy ich loki naprawdę i na zawsze skręciłyby się ze szczęścia. Faj, fok loki wtedy byłyby szczęśliwe. I foki, Faj - też!

    (maj, 2013)

  • Ale zakręcił aś(Małgoś): - )))

  • :))

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się