lipcowe pyły (szkic)

Autor: Małgorzata Sochoń, Gatunek: Poezja, Dodano: 30 czerwca 2014, 11:11:40
[tekst został skasowany przez autora]

Komentarze (24)

  • Ładne, ale przegadane, Małgosiu.
    Powtórzenia raczej tyko męczą...

  • To jest szkic, z którego może kiedyś coś wyciągnę. A męczący jest, jest, jak całe to przenoszenie, wnoszenie i znoszenie...
    Zamieściłam na chwilę.

    • ZiKo .
    • 30 czerwca 2014, 11:34:46

    Podobają mi się te powtórzenia

  • skoro szkic, to napiszę, co czuję przy czytaniu. Początkowo zainteresowanie, później poruszenie. Może za dużo sobie wyobrażam, ale tak się czuję, jakbym towarzyszyła jej, znoszącj osobie, w jakimś smutnym rytuale oczyszczenia, w żałobie. Wiersz mówi do mnie bardzo długo, caaałe dwie zwrotki, w których jednak dużo się dzieje, i nagle przestaje. Dalej jest zabawą słowną, jakby w moim odczuciu, nieadekwatną do sytuacji. Jakby ktoś się rozesmiał w niestosownym momencie. Jeżeli to było zamierzeniem, to się udało :)
    fraza "smugi tańczą pyły" budzi we mnie zdecydowany sprzeciw, ale może to moja słabość :)

    Podoba mi się do końca drugiej strofy, z tym, że jeszcze bardzo warte ocalenia jest
    "drzwi otwieram nogą
    nosem zapalam światło", które świetnie weszłoby pomiędzy te dwie.
    Szkoda trochę łyżew, ale przerzucenie ciężkości na grę światła jest w moim odczuciu błędem. To:
    "o tej samej porze
    promień słońca w pręcie
    pada na ostrza łyżew

    w smudze tańczą pyły
    łyżwy stoją od zimy"

    też warto byłoby zachować, ale wszelkie wariacje na temat są (dla mnie of. c) dość śmieszne tutaj a nawet nudne) szczególnie wdzięczność łyżew i ta kombinowana puenta.

  • ta strofka o łyżwach też pasowałaby ładnie w środku.

    • ZiKo .
    • 30 czerwca 2014, 11:44:09

    A najbardziej mi się podoba to:

    łyżwy stoją od zimy

    wdzięcznie

  • Ponieważ to jest szkic, mogłabym napisać, skąd się wzięło i po co wszystko tu zostało zanotowane, czym są dla mnie te nawiasy, co jest ważne, a co mniej i dlaczego. To byłby jednak b. długi komentarz.

  • To może napisz, Małgosiu, jaki wydżwięk wiersza byłby najchętniej oczekiwanym, i po reakcjach na szkic sprawdź, czy to działa. Czy to, co jest waźne dla autorki, wyłapuje czytelnik w oczekiwany sposób.
    A ja sama jestem ciekawa, co jest dla Ciebie w tym przekazie najważniejsze :)

  • Przede wszystkim oczekiwana jest reakcja. Ale nie konkretna.
    Od pomysłu, inspiracji, od chwili, kiedy wiedziałam, że o tym (o czym?) napiszę (ale - jak?) do wiersza, którego szkic przedstawiłam, była droga daleka.
    Dlatego też reakcja czytelnika może być odległa od efektu, który dostrzegam. Chociaż może i nie dostrzegam efektu, a dokładnie - efektu, który mogłabym sprecyzować za pomocą słów. Dlatego to nie jest proza. A miała być. Miła być miniatura pt. Łyżwy. Jednak zrezygnowałam.
    Bez względu na przyszłą wartość tekstu (bo jeszcze nie wiem, jaka będzie jego ostateczna forma i jakie (jeśli w ogóle) będzie budził reakcje, a nawet, czy jeszcze kiedyś się za niego wezmę), napiszę o tym, skąd się wziął jego szkic. No i - co tu dla mnie ważne. Bo to jest nawet ciekawe. Może ciekawsze niż ten zarys tekstu, ta moja notatka:)

  • Powtórzenia sa moim zdaniem celowe, poteguja grozę. Zwykłe sprzatąnie a jakie niezwykłe.Może tylko zamiast znodzenia -zwodzenie? Ale to tylko moje imho.
    Powtórzenia przypominaja mi nieco dykcje Dyckiego, ale nie u Ciebie. Ten wiersz w moim odczuciu koresponduje z pewnym wierszem Krzystofa Marcyjaniaka.
    Rozmowy przy paleniu ubrań

    (Ubrania po umarłym sobie poradzą, ale co z książkami)

    Znowu miałam atak lęku. Nicość łasiła się w dwójnasób;
    kolorowy i głośny świat podszedł pod gardło.

    Zawsze nasłuchuj kroków - jeśli to cisza,
    przyszedłem cię pocałować.

    Nie wiem co z książkami;
    leżą jak zamarznięta rzeka i wyją w środku nocy.

    Zamykaj pokój - usta będą udawać za dwoje.

    A kwiaty? Zaczynają coś podejrzewać.

    Podlewaj kiedy jeszcze śpią.
    Wilgotna ziemia pozwala wierzyć w powrót.

    Jak to jest, że ciągle rozmawiamy?

    Nie wiem,
    może to ten sam
    płomień

    • ZiKo .
    • 30 czerwca 2014, 12:51:09

    Dzięki Małgosiu, rzeczywiście te stojące wdzięcznie łyżwy zasługują na osobną miniaturkę. Chciałbym jeszcze podkreślić i pogrubić: zapalanie nosem światła, bo często praktykowane, szczególnie, kiedy np. znosi się kogoś, kto zasypia na jednym łóżku, ale powinien się obudzić na drugim. Czasem się sprawdza łokieć, czoło, ewentualnie stopa niesionego, ale tutaj trzeba ostrożnie, bo niesiony(a0 może się obudzić i narobić wrzasku… Warto tutaj jeszcze wspomnieć o technice, odkrywania nogą kołdry. Trzeba wsunąć stopę pod kołdrę tuż przy krawędzi i jednym szybkim ruchem odsłonić prześcieradło, ale tak, żeby nie zagarnąć przy okazji poduszeczki!

  • Zabawa dla bardzo utalentowanych;) Zaczyn.

  • Jarku, podoba mi się, jak czytasz moje wiersze. Zaraz zamieszczę obiecany, dłuższy komentarz, jest w nim napomkniecie na temat takiej interpretacji, do której Twoje słowa i przyniesiony tu wiersz b. pasują. Dziękuję Ci za wklejenie tego wiersza. Przeczytałam z uwagą.

  • ZiKo, Ty sztukmistrzu! Czego Ty nie potrafisz? Może to i dobrze, że nie nazywasz się Gwidon Miklaszewski (to on ilustrował "Wenus z patelnią).

  • Dominiku!

  • Obiecany komentarz:

    Przede wszystkim ważne było dla mnie przeciwstawienie w wierszu dwóch obrazów - spokoju i niepokoju, statyczności i ruchu. Ruch miał być trochę przedstawieniem ludzkiego udziału w istnieniu rzeczy świata, a bezruch - stosunku świata do ludzkich działań. Dlatego też całość nosiła tytuł "gwiezdny pył".

    Spokój to były łyżwy oparte o framugę, stojące od miesięcy w tym samym miejscu, a niepokój to ciągła zmiana miejsca położenia innych przedmiotów (te są noszone).

    Początkowo wiersz wyglądał tak:

    gwiezdny pył

    najwięcej czasu zajmuje
    przenoszenie z pokoju
    do pokoju z kuchni
    na strych z korytarza
    drugi pierwszy drugi
    przez trzeci do czwartego
    wnoszenie
    znoszenie

    najwięcej czasu zajmuje przenoszenie

    o tej samej porze
    promień słońca w pręcie
    pada na ostrza łyżew

    w smudze tańczą pyły
    oparte o framugę
    łyżwy stoją od zimy

    wdzięcznie


    Kiedy przyglądałam się temu zapisowi spodobał mi się słabo uchwytny rym "przenoszenie - wdzięcznie" i stąd w szkicu dwa wersy końcowe, żeby zwrócić w przyszłości uwagę na ten rym (?) i go (ewentualnie) nie zaprzepaścić.

    Druga strofa (w nawiasie) zawiera drobną grę słów (spokoju - z pokoju), która mogłaby niepokoić, gdybym kiedyś poszła z tym wierszem w kierunku zbliżonym do mojego dawnego tekstu "kartony skrzynie", w którym na strych wnoszone było zaklejone taśmą pudło, a w nim m.in. "spodnie z nogawkami/ na zawsze podwiniętymi". Zapisałam tą część w nawiasie, przestawiłam też inne słowa występujące już w pierwszej strofce, co miało przypomnieć mi kiedyś o smutku nie do zniesienia.

    "drzwi otwieram nogą
    nosem zapalam światło" -
    - to wydało mi się ciekawe, bo działające na wyobraźnię. Konkret. Obraz. Oto idzie ktoś obładowany niesionymi przedmiotami. Czy nic mu się nie stanie podczas wykonywania tych sztuczek. To ciekawostka, która może się przydać. Tu, czy w innym tekście. Więc znalazła się w szkicu.

    Ten "widok" wywołał natychmiast odrębną, samodzielną refleksję dotyczącą znoju. I - jak dobrze wyczuła Małgorzata - mój uśmiech. To łażenie w kółko nazwałam "znodzeniem" (od nóg), a stosunek do niego - "wnoszeniem" - od nosa i posiadania czegoś "w nosie".

    Całej dręczącej sytuacji, związanej z ciągłym wysiłkiem, który, czy aby jest konieczny, przeciwstawiłam spokój błyszczących w słońcu łyżew. Stojących w słońcu, w blasku, "zgrabnych i powabnych", a przecież rozleniwionych, bezczynnych do cna, do imentu, do sześcianu i... szczęśliwych. Opartych z wdziękiem o framugę wciąż (bez sensu?) otwieranych i zamykanych drzwi.
    Jest lipiec, a łyżwy żyją. Jest im dobrze, chociaż są bezużyteczne. Ale czy na pewno? A kto odbija blask? Dzięki komu tańczą pyły w smugach?

    Inspiracją do wiersza były rzeczywiście łyżwy. Z butami. Figurówki, rozmiar 36. Beżowo-różowa skórka, fantazyjnie układające się, rozwiązane sznurówki. Po ustaniu mrozów, w 2006, czy 2007 roku sama postawiłam je obok strychu, żeby je zapakować do jakiegoś worka i powiesić na gwoździu, bo tylko w ten sposób można uratować skórę przed zębami jakiegoś głodnego gryzonia. Ale ja... nie mam czasu na głupoty! Są rzeczy ważniejsze niż chowanie łyżew!

    Przez wiele miesięcy kilka razy dziennie wchodząc po schodach do kuchni (drzwi do kuchni i na strych są na przeciw siebie) nawet nie patrzyłam na łyżwy. Ale czasem, gdy zdarzało mi się wchodzić na górę około południa, przez okienko w dachu wpadało słońce i odbijało się w metalowych ostrzach. Wtedy, widząc te smugi, myślałam sobie, że jest to tak ładne, że niech te łyżwy sobie stoją. I tak usprawiedliwiałam swoje lenistwo.

    Ostatnio, wchodząc na górę po raz nie wiadomo który w życiu, coś tam niosąc, żeby zejść z czym innym, przypomniałam sobie, jak kilka lat temu te łyżwy pobłyskiwały w słońcu, i że za każdym razem ten widok sprawiał mi przyjemność, i, że uroda świata zasługuje na moje lenistwo, albo, że dobrze je tłumaczy. I, że to mnie nawet jakoś tam wtedy uszczęśliwiało.

    Dlatego powstał ten szkic. Nie wiadomo, co z niego będzie, ale łyżwy musiały zostać upamiętnione. I zostały.

    • ZiKo .
    • 30 czerwca 2014, 13:58:38

    Jestem jeszcze arcymistrzem w robieniu z siebie idioty!

  • A ja jestem naturalną i bezwstydną głupolką.

  • (Zapomniałam jeszcze dodać, że przedostatnia cząstka, ta w nawiasie, to zabawa z próbą ujęcia słowami obrazu samego kurzu wirującego w słonecznej smudze, stąd poplątany na pozór wers "smugi tańczą pyły". Na pozór. Bo w sformułowaniu "w pręcie smugi tańczą pyły" nie ma żadnego błędu, ale w tym "tańcu" tak się ułożyły słowa. To odp. dla Małgosi na : "fraza 'smugi tańczą pyły' budzi we mnie zdecydowany sprzeciw").

  • Fajnie, to teraz będziemy czekać, co z tego wyniknie - wiersz czy jednak proza :) bo dość ambitne wzięłaś sobie zadanie, wiele musiałby ten wiersz unieść.

  • Dziękuję, że zajrzałaś, Gosiu.

  • zwykle tutaj zaglądam chociaż nie zawsze się odzywam :)

  • znieść tak wiele żeby wnieść spokój do pokoju i nie ulegać "znódzeniu" w zgiełku korytarza-to wielka sztuka:)aby nie ominąć ostrza łyżew - łyżew od zimy! w znoju tak ciężkiej"pracy" staję się pyłem tańczącym w smudze:)
    do tego niezbędny jest również węch:)"drugi pierwszy drugi
    przez trzeci"
    -jazda figurowa to piekna sztuka :)))

  • Pani Aneto, dziękuję. Jazda figurowa na lodzie przypomina trochę lot.

    Tekst miał tu być tylko chwilę, ale zostanie, ze względu na komentarze.

    Pozdrawiam wszystkich!


DODAJ KOMENTARZ: Skasowanych treści nie można komentować