Zalani

Autor: Małgorzata Sochoń, Gatunek: Proza, Dodano: 08 września 2011, 09:39:55

 

 

Już, już łapała pęsetką włosek pod łukiem prawej brwi, gdy poczuła na karku lekkie łaskotanie. To była kropla wody. Z sufitu. Helenie zadrżała ręka. Włożyła okulary i jeszcze raz spróbowała złapać włosek, który ciągle się wyślizgiwał. A, że zalało? Nie po raz pierwszy. I to na pewno wszystkich pijaków z jej pionu. Odłożyła pęsetkę, zacisnęła pasek szlafroka, wyszła na korytarz. Skoro przemokło u niej, na parterze, to i Żółty Szalik z pierwszego zalany, i Walendziak z drugiego, i ten z trzeciego, profesor, któremu nadała imię Moja Żona Zofija. Szkoda jej było chudego profesora. Mały, skurczony, jak myszka. Nawet w czerwonym sweterku wyglądał jak w szarym. Ciekawe, co on pije? Bo wiadomo – rozmyślała, idąc po schodach na czwarte, do Rysia – każdy coś tam pije. Żółty Szalik sam opowiadał, że wieczorami whisky z colą. A raz w miesiącu gin. Żeby nazajutrz znowu zatęsknić za whisky. Ale on układa kostkę brukową, to go stać. Ze starym Walendziakiem nie rozmawia, chociaż kiedyś chodzili do jednej klasy. Nie obchodzi jej, co dziarzy ten nieogolony, zaniedbany, śmierdzący dziad. A Rysio? Wódka, wino. A w najgorszej biedzie...Ech! Odkąd zmarła mu matka skończyła się i bieda. Spadek dostał, czy co?

Przycisnęła dzwonek. Czwarty raz. Czuła się oglądana przez wizjer. Wreszcie Rysio otworzył.

-Pani Helenka! Szacuneczek!- ukrywał coś w ręce za plecami. Żółty Szalik mówił, że Rysio ma zawsze w pogotowiu nóż na komornika. Ale ona nie była komornikiem.

-Panie Rysiu, czy można? - weszła, słysząc pod stopami chrzęst rozdeptywanego karalucha.

-Zapraszam, pani Helenko! A co się stało?

Patrzyła na jego zniszczoną, czerwono-siną twarz i biały tors. Nie wiedziała, że Rysio od szyi do pasa jest taki gładki i biały. Nie wiedziała, że ma jasną, delikatną skórę. Latem czy zimą - w dżinsowej kurtce i koszulce, albo swetrze pod spodem. A dzisiaj… Biały brzuch, białe, nieowłosione piersi z jasnymi, ładnie zarysowanymi brodawkami... Wydawał się wręcz czysty.

-No jak to? Zalewa pan lokatorów! Pierze pan? Pralka się zepsuła?

-Ja? Piorę? Pani Helenko, no co pani! Ja jestem niewinny! Zapraszam!- otworzył szeroko drzwi do łazienki i cofnął się zaskoczony, by po chwili pobiec w kierunku kranu. Z wanny lało się na podłogę, a w wodzie pływała tylko jedna łódka. Wódka Polska. W butelce. Czytelna nalepka leżała na dnie, obok czarnego, gumowego korka.

Helena machnęła tylko ręką, zakręciła się na obcasiku błękitnego klapka z granatowym puszkiem i szybko opuściła mieszkanie Rysia. Zacisnęła pasek szlafroka i już schodziła do siebie z mocnym postanowieniem, że tym razem tak tego nie zostawi. Pójdzie do wspólnoty mieszkaniowej. Napisze wniosek o interwencję. Albo Rysio kupi lodówkę, albo niech go eksmitują!

W zamyśleniu zderzyła się z kobietą idącą na górę. To była Puchata Malina. Stara, jak matka Heleny, a ciągle podobająca się mężczyznom. Nieraz przesiadywała to u jednego, to u drugiego. Z Żółtym Szalikiem piła whisky, z profesorem te inne, tajemnicze trunki, którymi był przesiąknięty bardziej niż stoicyzmem, czy czymś. Malina minęła ją, burknąwszy coś pod nosem, weszła do Rysia, by po chwili wybiec, dogonić i zaczepić Helenę na półpiętrze.

-Czego ty chcesz od mojego Rysia?!- zawołała i popchnęła ją w kierunku ściany.- Ty...Ty... Ty stara pizdo z wymalowanymi ustami!

O, nie!

Helena zamarła. Gdy Puchata Malina ze swoją porośniętą mchem twarzą już od kwadransa szykowała z Rysiem zagrychę, ta wciąż trwała przyklejona plecami do ściany, w rozchylonym od piersi do kolan szlafroku. Pasek oplątywał jej błękitne klapki, muskał palce i starannie opiłowane paznokcie pokryte różowym lakierem z odżywką dwa w jednym, gładził idealnie wydepilowane łydki. Nagle oprzytomniała. Już zbiegała po schodach. Superwoman w jedwabnej pelerynie. Że prawie goła? Nie obawiała się, że ktoś ją zobaczy. Jeden pijak jeszcze spał, drugi już w pracy, a Walendziak i tak jej nie obchodził.

Stara pizdo! Puchata mogła tak powiedzieć. Czemu nie. Helena nie była młoda. Chociaż młodo się czuła. I taką widziała się w lustrze. Nie zmieniającą się od lat. Od lat ta sama, najlepsza farba do włosów, ta sama, najlepsza odżywka. W łazience - o, proszę - balsamy i płyny, mleczka i śmietanki, kremy na noc i na dzień, nawilżające i półtłuste, z brokatem, algami, proteinami, witaminami, i wszystkie z datą ważności. Stara pizdo! Sama jesteś stara! Zresztą, nawet jak stara, to co? Ale dlaczego z wymalowanymi ustami?!...

Usiadła na wilgotnej rogówce, poprawiła lustro na stole, wzięła do ręki pęsetkę. Gdzie był ten włosek?

Po chwili zmywała już z twarzy cały poranny stres najlepszym, relaksującym tonikiem. Wklepała odżywkę. Nałożyła krem ochronny z filtrem. Sięgnęła po korektor, miała go zawsze pod ręką. Położyła punkty na przebarwieniach na nosie i policzkach. Gdy wysechł - powlekła twarz fluidem. Troszkę jaśniejszego użyła na cienie pod oczami, ale zaraz zmyła mleczkiem, bo uwydatniły się delikatne worki pod dolnymi powiekami. Od początku- krem, korektor, fluid. Teraz przypudrować i dokończyć po bokach. Puder był transparentny, najlepiej odbijający światło, rozjaśniający , polecany przez zaprzyjaźnioną akwizytorkę, od której Helena kupowała co dwa tygodnie najświeższe hity. Masz pięknie wykrojone usta, Heleniu, mówiła akwizytorka.

Mogłabyś nawet nie używać podkładu. I pokazywała kolorowe ołówki, jakie właśnie przywiozła z Paryża. I Helena brała. Najczęściej dwa. Do jasnych bluzek i do ciemniejszych, bo do każdej miała inny odcień pomadki. Strzepnęła złoty pędzelek, pobrała nieco różu i położyła na policzkach.

Zabrała się wreszcie za usta. Konturówka zatrzymywała się w miękkiej, wiotkiej skórze, ale Helena rozciągała wargi. Szminka z odżywką i błyszczykiem w jednym zapachniała różą i maliną. Lśniły drobinki brokatu. Stara pizda! Ja jej pokażę starą pizdę! I jeszcze z wymalowanymi ustami! Zdenerwowana zapomniała prawie o rzęsach. Sięgnęła po maskarę. No i cień! Dzisiaj seledynowa zieleń!

Helena jechała rowerem do matki. Poskarżyć się. Jak ona mogła, ta omszała purchawa przyczepić się do jej ust! Rozciągnęła wargi i przesunęła jedną po drugiej. Szminka pierwsza klasa. Zapach też. Zdąży jeszcze pójść do wspólnoty na skargę. Powie nie tylko o Rysiu i o jego wannie. Powie o Malinie. Że nie zameldowana, a nocuje. Że mieszka właściwie. Jakim prawem mieszka!

I to u Rysia!

Jechała coraz szybciej. Trupie czaszki na metalicznych, modnych legginsach migały w słońcu. Różowa, dopasowana bluzeczka błyskała cekinami. Na piersiach kwiat, na plecach łodyżka. I zielone trampki z obcasami - jak trawa dla kwiatu, którym przecież była. I do tego seledynowe cienie. Zacisnęła zęby. Delikatnie, bo nowe koronki na górnych jedynkach i dwójkach. Trzeba jeszcze zrobić trójki. Zacisnęła zęby, bo znów usłyszała głos Maliny.

Weszła do domu matki bez pukania. Nie siadając, od progu zaczęła opowiadać, co jej się przytrafiło . Matka słuchała ze spokojem, jak zawsze.

-I powiedziała do mnie - ty stara pizdo! Z wymalowanymi ustami! Rozumiesz, mamo?! Z wymalowanymi ustami!

Stara kobieta objęła ramionami pachnącą, nie pocącą się nigdy dzięki antyperspirantom, śliczną jak Barbie, sześćdziesięciopięcioletnią córkę i poklepała po plecach. Później podeszła do wielkiej, czarnej szafy stojącej w pokoju. Otworzyła ją i zwracając się do Heleny zapytała:

-Co wolisz? Koniak, likier, whisky, dżin bez toniku, żubrówkę, żołądkową czy nalewkę babuni? A może piwo, ale ciepłe, bo zepsuła mi się lodówka?

-Wszystko - odpowiedziała Helena. I usiadła.

 

Komentarze (31)

  • Sprawnie napisany kawałek prozy. Traktuję go jako fragment większej całości. I jako taki jest OK. Język barwny. Dobre tempo. Godna pochwalenia plastyczność. Naprawdę dobra robota. A propos tytułu "Zalani". Czytała Pani powieść Filipa Onichimowskiego pod takim samym tytułem? Jeśli nie, gorąco polecam. :)

  • :)

    • A K
    • 08 września 2011, 10:01:31

    Małgosiu, kobieto, Ty to masz talent! Szukałam czegoś takiego właśnie. Świetne, wartkie, z sensem, o człowieku. Ostatnio chodzę i wybrzydzam, nie tylko tu, ale w ogóle na żadnych literkach nie mogę się skupić, wszystko takie miałkie. Twój kawałek dobrze doprawiony połknęłam na przystawkę i czekam na więcej.

  • Emerytka?

    • . .
    • 08 września 2011, 10:11:04

    Lokalna proza, za to konstrukcje scen doskonałe.

  • A wiesz, Alu, jaki miałam problem przy pisaniu?
    Napisałam, że Helena powlekła twarz maskarą. I nagle coś mnie tknęło. Maskarą?... Zadzwoniłam do koleżanki, która stosuje makijaż. Co to jest maskara? Tusz do rzęs. To by dopiero było, gdyby Helena powlekła twarz maskarą! Całe opowiadanie by padło.
    Ale ja, jak to ja... Maskara - maska - maszkaron - twarz...

  • Pani Wando. Pozazdrościć emerytkom... Rower i te sprawy...

  • Pani Saro, Tomku, dzięki za przeczytanie:)

    Pani Saro. Lokalna proza? Co to?

    • A K
    • 08 września 2011, 10:21:34

    Ja myślę, że jej wolno nawet powlec twarz maskarą, w końcu jest bardzo poruszona i poluje na wrednego włoska :).

    • . .
    • 08 września 2011, 10:29:17

    Lokalna, to ta, w której żyje autor (na kształt autopsji).
    Nie oznacza prowincjonalna.
    Jest w Barcelonie, Stambule, Nicei, Delhi.
    Pani opowiadanie jest tak dobre, że nie musi obawiać się żadnych klasyfikacji.

  • A tu Pani nie trafiła, Saro. Nie mieszkam w bloku, ale w starym domu i nie mam sąsiadów w promieniu niewyobrażalnym dla blokowiczów... Więc nie jest to proza "lokalna":)
    To proza wyobrażeniowa:))))

  • Nie myślałem, że da się z pasją oddać scenę makijażowania - a tu i emocje i ruch i multum postaci. Bradzo dobry pomysł zrobić z czegoś intymnego, wewnątrzłazienkowego całą historię wciągającą sąsiadów a nawet takich jednych, co to nie są zameldowani... Metafora wnętrze-zewnętrze oddana za pomocą bloku ładnie się tu sprawdza. Alkohol potrafi nas scalić ;-)

  • Jak dobrze się czyta - taki soczysty kawałek !Te opisy , ranny makijaż, ( i ten włosek- sic!!!!)świetne scenki rodzajowe. Po prostu boskie!!! Dawno czegoś takiego nie czytałem.Więcej,więcej!!!

  • Ja też mam sąsiadów tak daleko i za takimi płotami, ze nawet nie mogę sobie wyobrazić, jak żyją. Chciałam to napisać w komentarzu, ale zdziwiło mnie dlaczego dobrze sytuowana, dziarska emerytka ma być kuriosum? Że źle ubrana? Rzecz gustu. Oczywiście nie krytykuję opowiadania, tylko tak sobie gadam

    • Ir _
    • 08 września 2011, 11:03:01

    Heh..:)...miałam kiedyś taką znajomą . Ponad 70-siatka, a pozowała na 20-stkę, żenująca w kazdym calu, w zachowaniu też.
    A opowiadanie napisane ze swadą, fantastycznie dobre.
    Pozdrawiam.

    • . .
    • 08 września 2011, 11:31:20

    Lokalna, polska.

  • Jest genialnie! Tak trzymać! :)

  • Ryszard Rychlicki
    No to niech scala, czasami:) Cieszę się z Pana wizyty. Dziękuję.

    Jarku - nie dam rady za szybko! Ale miły Twój komentarz pod moim włochatym tekstem:)

    Pani Wando, zawsze musi być jakiś bohater (bohaterka). Raz w koszulce z szarej bawełny, raz w różowej bluzeczce.

    Ireno. Świat jest pełen pięknych dziewczynek, panienek, kobiet i staruszek. A wszystkie piękne są Polkami:) Najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny.

    Pani Saro, Saro. No tak:)

  • Panie Łukaszu, dzięki za czytanie:)

    • . .
    • 08 września 2011, 11:54:21

    Patrzę na Pani twórczość globalnie.
    Ma Pani doskonałe pióro, nie zaprzestać.

  • MASAKRA przy pomocy MASKARY, super poza, ups, proza

  • :)

  • Mam nadzieję, że już Pani wie, co należy robić. :)
    PISAĆ PROZĘ.

  • Gratki!

  • Panie Arturze, ależ Pan pojechał:(

  • Taki Tytoń, dzięki.

  • Ten wiersz to gimnazjalistka, która zrobiła laskę Onichimowskiemu po jego spotkaniu autorskim.

  • Ale to nie jest wiersz.

  • Jaki jest twój najczulszy punkt?

    Najłatwiej cię dotknąć, Szymon, drwiąc
    z twojego wyglądu -

    tak napisał w swoim wierszu Ludwik Perney.

    Mogłoby to być motto do mojego opowiadania, w którym starannie umalowane usta pełnią funkcję symbolu.
    To nie jest opowiadanie o emerytce, ani o pijakach, ale o obsesji.
    Nie dziwię się jednak skojarzeniom z Onichimowskim (zajrzałam do recenzji w internecie, warto przeczytać). Tytuł. Tło. Zdarzają się takie rzeczy.

    Jeszcze raz dziękuję za komentarze pod moją małą prozatorską próbką.

  • Dobre. Doskonale zbudowana postac i w calej warstwie opisowej bohaterki jest spore tempo i napięcie.
    Przy tym nie brak humoru, dystansu i ukazania ciekawych sylwetek postaci pobocznych.

  • Basiu, cieszę się, że przyszłaś, przeczytałaś. No i dziękuję za miłe słowa. Tym bardziej, że są to słowa jednego z Rycerzy Prozy na tym portalu. Tzn. Rycerki:)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się